Być może cieszę się przedwcześnie, być może... A co jeśli to jest właśnie ten moment? Nie mogę go przegapić! Już zbyt wiele mnie ominęło.
Depresja umarła śmiercią tragiczną. A może tylko zapadła w śpiączkę? Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Chcę brać z życia pełnymi garściami, chcę cieszyć się widokiem tej w lustrze, chcę grać w Diablo, ale najważniejsze jest to, że chcę do ludzi, chcę rzygać tęczą!
Depresja umarła śmiercią tragiczną. A może tylko zapadła w śpiączkę? Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Chcę brać z życia pełnymi garściami, chcę cieszyć się widokiem tej w lustrze, chcę grać w Diablo, ale najważniejsze jest to, że chcę do ludzi, chcę rzygać tęczą!
22.05.2012 o godz. 16:33
komentuj (3)
Nie wygarnie wszystkiego za jednym razem, nie uderzy cię, nie pozbędzie się ciężaru. Będzie cię gnębić przy najmniejszej okazji dopóty, dopóki nie zniszczy i nie obrzydzi ci życia.
Tak, to jest właśnie kobieta.
"Men can fuck up, but women are just fucked up." True story.
Tak, to jest właśnie kobieta.
"Men can fuck up, but women are just fucked up." True story.
22.05.2012 o godz. 00:22
jutro matura ustna z polskiego.
jestem bardzo, bardzo w ciemnej dupie.
i ponoć widać po mnie zmęczenie.
życiem.
ja pierdole, zajebiście się dłuży to przed-jutrze. chcę te umowne 30 pro i nara.
powinnam praktykować podejście łopatologiczne.
apel do prezentacji maturalnej:
ładnie proszę, kurwa. wejdź do głowy.
jestem bardzo, bardzo w ciemnej dupie.
i ponoć widać po mnie zmęczenie.
życiem.
ja pierdole, zajebiście się dłuży to przed-jutrze. chcę te umowne 30 pro i nara.
powinnam praktykować podejście łopatologiczne.
apel do prezentacji maturalnej:
ładnie proszę, kurwa. wejdź do głowy.
`Your mind is playing tricks on you my dear.
Tagi:
...
21.05.2012 o godz. 21:42
Wprowadziłam dietę, bo same ćwiczenia to jednak za mało. Irytuje mnie już liczenie, doprowadza mnie tylko do obłędu, ale liczę i liczę. Muszę walczyć, by zwyciężyć i dojść do przedziału 46-48 kg. Ta cała dieta wprowadziła w moim życiu mnóstwo chaosu. W ogóle trudno mi zorganizować ćwiczenia, bo ciągle wymyślają mi zajęcia. Nie chce się tym zajmować, chce skończyć swoje. Nie jestem psem co gania za kijem, zrób to i to teraz, a twoje rzeczy to głupoty. Sami łazili za mną i mi gadali, że mi brzuch rośnie, a teraz gadanie, że to głupota. To jest jakaś ironia.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Tagi:
dieta
odchudzanie
21.05.2012 o godz. 13:26
Magda wczoraj pierwszy raz oglądała yaoi.


Nie poszłam dziś na angielski -,-'
bo nie mogę chodzić. Miałam wypadek i nogi nie czuję. Siedzę w domu sama, a później wybiorę się do lekarza po leki (bo mnie chyba grypa złapała ;<) i jakieś zwolnienie :3


Nie poszłam dziś na angielski -,-'
bo nie mogę chodzić. Miałam wypadek i nogi nie czuję. Siedzę w domu sama, a później wybiorę się do lekarza po leki (bo mnie chyba grypa złapała ;<) i jakieś zwolnienie :3
Tagi:
sgsd
21.05.2012 o godz. 10:05
Niektórym "wpisom pod wpisami" ciężko stawić czoła, szczególnie gdy dotykają rzeczy tak prostych, tak oczywistych, że aż w mózgu drąży się dziurka długości przeprostowanego drutu miedzianego o zaostrzonej nieco końcówce nie pozwalającej na wolność.
Mafinko, Kobieto, internetowy Przyjacielu... uwierz, wieź za pewnik, przekonaj się, że Ja, ta Wariatka od przekładania smutków na grymaśnie słowa, umiem się cieszyć z życia i dziękuję za każdy kolejny dzień. Kiedy już słów nie starcza, kiedy łez jest tak wiele, że zatykają możliwość wolnego przepływu powietrza w zaciśniętej krtani, kiedy wykorzystało się już wszystkie środki wyrazu od krzyku po szept, jedyne co pozostaje to właśnie DZIĘKCZYNIENIE. Może brzmi nie czasowo i zbyt górnolotnie, ale owo dziękczynienie jest materią, podmiotem i jednocześnie przedmiotem dla którego żyję i czerpię czasem z tego przeżywania niejaką przyjemność. Radość ma kolor zielony, rozkwita w każdym wiosennym kwiatku, drzewie, krzaczku, ćwierka tysiącami ptasich treli, szumi soczystym lasem i koi falami letniego powiewu. Radość jest tak namacalna że aż czasem trudno poradzić sobie z codziennością. Spoglądam na tych którym czucie odebrano, z pod powiek pełnych obłędu po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy i czuję nagle jak rozwija się we mnie bicie serca, tak mocne i tak dobre, że oddech staje się głębszy i wolniejszy.
Owszem to Smutek jest mi największym Przyjacielem i największym Wrogiem. Te słowa dwa z wielkich liter pisane, bo znaczą wiele. Smutek mówi mi najwięcej o świecie, smutek nie pozwala zapomnieć o tych co "po tamtej stronie lady", chorych, cierpiących, zdradzonych, niekochanych. Zwykle przychodzą razem, znienacka, nie zaproszeni wcale. Trzymają się za rękę z Panią Samotnością, czasem odwiedzają mnie w tłumie anonimowych X-ów i Y-ów gdzieś na ruchliwym skrzyżowaniu. On podchodzi zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć jak bardzo jest mi bliska. Jednak dzięki temu że oboje nawiedzają mnie tak często, moje zmysły uodporniły się już nieco i zrobią wszystko, żeby wyczuć, wypatrzeć, wysłyszeć każdy szmer najmniejszego listka, każdy rodzący się najmniejszy pączek, każdy promień cieplejszy, każde ciepłe słowo, dobry gest, każdą sekundę wspólnego bycia i bicia pulsem we wspólnym krwiobiegu. Tylko że ktoś to kiedyś tak ustawił że nic wiecznym nie jest, chociaż żal, chociaż chciałoby się, choć nie powinno było się kończyć, to znów nadchodzi On zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć... żeby móc dostrzec piękno.
Mafinko, Kobieto, internetowy Przyjacielu... uwierz, wieź za pewnik, przekonaj się, że Ja, ta Wariatka od przekładania smutków na grymaśnie słowa, umiem się cieszyć z życia i dziękuję za każdy kolejny dzień. Kiedy już słów nie starcza, kiedy łez jest tak wiele, że zatykają możliwość wolnego przepływu powietrza w zaciśniętej krtani, kiedy wykorzystało się już wszystkie środki wyrazu od krzyku po szept, jedyne co pozostaje to właśnie DZIĘKCZYNIENIE. Może brzmi nie czasowo i zbyt górnolotnie, ale owo dziękczynienie jest materią, podmiotem i jednocześnie przedmiotem dla którego żyję i czerpię czasem z tego przeżywania niejaką przyjemność. Radość ma kolor zielony, rozkwita w każdym wiosennym kwiatku, drzewie, krzaczku, ćwierka tysiącami ptasich treli, szumi soczystym lasem i koi falami letniego powiewu. Radość jest tak namacalna że aż czasem trudno poradzić sobie z codziennością. Spoglądam na tych którym czucie odebrano, z pod powiek pełnych obłędu po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy i czuję nagle jak rozwija się we mnie bicie serca, tak mocne i tak dobre, że oddech staje się głębszy i wolniejszy.
Owszem to Smutek jest mi największym Przyjacielem i największym Wrogiem. Te słowa dwa z wielkich liter pisane, bo znaczą wiele. Smutek mówi mi najwięcej o świecie, smutek nie pozwala zapomnieć o tych co "po tamtej stronie lady", chorych, cierpiących, zdradzonych, niekochanych. Zwykle przychodzą razem, znienacka, nie zaproszeni wcale. Trzymają się za rękę z Panią Samotnością, czasem odwiedzają mnie w tłumie anonimowych X-ów i Y-ów gdzieś na ruchliwym skrzyżowaniu. On podchodzi zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć jak bardzo jest mi bliska. Jednak dzięki temu że oboje nawiedzają mnie tak często, moje zmysły uodporniły się już nieco i zrobią wszystko, żeby wyczuć, wypatrzeć, wysłyszeć każdy szmer najmniejszego listka, każdy rodzący się najmniejszy pączek, każdy promień cieplejszy, każde ciepłe słowo, dobry gest, każdą sekundę wspólnego bycia i bicia pulsem we wspólnym krwiobiegu. Tylko że ktoś to kiedyś tak ustawił że nic wiecznym nie jest, chociaż żal, chociaż chciałoby się, choć nie powinno było się kończyć, to znów nadchodzi On zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć... żeby móc dostrzec piękno.
Tagi:
bibrzenie...
20.05.2012 o godz. 20:14
Czuję jakby pokłady optymizmu gromadzone i więzione przez 6 lat nagle znalazły ujście zalewając mnie falą szaleńczego szczęścia. Nie stało się nic konkretnego, a jestem szczęśliwa jak nigdy.
Chyba zaczynam powoli godzić się z losem i zmieniać swoje nastawienie do świata i do siebie. Nie jestem beznadziejna i nie zasługuję na karę. Muszę zaakceptować siebie zamiast ciągle dążyć do perfekcji, której nigdy nie osiągnę.
Poczułam głód jakiego nie czułam od wielu lat. Głód życia, głód przygód, głód przyjaźni, głód ludzi, a nawet głód jedzenia i teraz nie przeszkadza mi, że go zaspokajam.
Ana zginie, tak jak kilka lat temu zginęła dawna Iwona.
Teraz buduję siebie na nowo. Z uśmiechu, radości, optymizmu, ludzi, przyjaźni, miłości, odwagi, marzeń i głodu.
Chyba zaczynam powoli godzić się z losem i zmieniać swoje nastawienie do świata i do siebie. Nie jestem beznadziejna i nie zasługuję na karę. Muszę zaakceptować siebie zamiast ciągle dążyć do perfekcji, której nigdy nie osiągnę.
Poczułam głód jakiego nie czułam od wielu lat. Głód życia, głód przygód, głód przyjaźni, głód ludzi, a nawet głód jedzenia i teraz nie przeszkadza mi, że go zaspokajam.
Ana zginie, tak jak kilka lat temu zginęła dawna Iwona.
Teraz buduję siebie na nowo. Z uśmiechu, radości, optymizmu, ludzi, przyjaźni, miłości, odwagi, marzeń i głodu.
Tagi:
:)
20.05.2012 o godz. 11:58
Zmęczona jestem.
W pracy już porządny zapieprz, sezon się rozkręca, coraz więcej ludzi i pracy.
I kasy, choć na razie wyszłam na prostą z zaległościami. Teraz mam nadzieję w końcu cosik odłożyć. W perspektywie wydarzeń jakie przede mną - to niezbędna niezbędność hehe
Wiem, że muszę znaleźć czas i motywację i iść do lekarza. Potrzebuję skierowania do (chyba) neurologa. Coś jest nie tak. Drętwieje mi lewa strona ciała, czasem do tego stopnia, że nie czuję ręki i palców, a nawet wykrzywia mi mięśnie twarzy. Na razie to dość rzadkie wypadki, ale coraz częściej mam mroczki w lewym oku i zaburzenia widzenia. Jak to ja - na razie olewam, wychodzę z założenia - "przejdzie", ale gdzieś tam w środku wiem, że dupa a nie przejdzie...
Czuje sie jakbym nadal była młodziutka i wieczna, jakby nie docierało do mnie, że mój organizm, katowany przez lata, starzeje się i musi się w końcu zbuntować.
A mam jeszcze tyle do zrobienia....tyle do zaoferowania sobie i innym. Chcę być jeszcze kiedyś matką...
W pracy już porządny zapieprz, sezon się rozkręca, coraz więcej ludzi i pracy.
I kasy, choć na razie wyszłam na prostą z zaległościami. Teraz mam nadzieję w końcu cosik odłożyć. W perspektywie wydarzeń jakie przede mną - to niezbędna niezbędność hehe
Wiem, że muszę znaleźć czas i motywację i iść do lekarza. Potrzebuję skierowania do (chyba) neurologa. Coś jest nie tak. Drętwieje mi lewa strona ciała, czasem do tego stopnia, że nie czuję ręki i palców, a nawet wykrzywia mi mięśnie twarzy. Na razie to dość rzadkie wypadki, ale coraz częściej mam mroczki w lewym oku i zaburzenia widzenia. Jak to ja - na razie olewam, wychodzę z założenia - "przejdzie", ale gdzieś tam w środku wiem, że dupa a nie przejdzie...
Czuje sie jakbym nadal była młodziutka i wieczna, jakby nie docierało do mnie, że mój organizm, katowany przez lata, starzeje się i musi się w końcu zbuntować.
A mam jeszcze tyle do zrobienia....tyle do zaoferowania sobie i innym. Chcę być jeszcze kiedyś matką...
Tagi:
...
18.05.2012 o godz. 08:28
Kościane palce rozluźniły swój uchwyt, głos ucichł, a mimo to wcale nie czuję się lepiej, bo wiem, że mój sposób radzenia sobie z problemami nie jest dobry. Nie słyszę Any, bo albo chodzę pijana, albo palę tyle, że dym przesłania mi cały świat.
Ostatnio jednak mam wyjebane na wszystko (jakże poetycko), dosłownie. Olewam szkołę, nie przejmuję się konsekwencjami moich działań. Jakby puściły mi wszystkie hamulce. Nie podoba mi się to, ale wolę takie życie niż życie z Aną.
Wczoraj I. dała mi numer telefonu do poradni psychologicznej, ale nie ma takiej opcji żebym tam zadzwoniła. Ale zdziwiłam się, że się aż tak przejęła. Większośc ludzi ma na mnie wylane.
Dzisiaj w końcu obejrzałam 'Avengers', ale picie w kinie to nie był dobry pomysł, bo w sumie nie pamiętam za wiele z filmu.
Boże, stałam się taka jak osoby, którymi zawsze gardziłam.
Nie ogarniam siebie.
Ostatnio jednak mam wyjebane na wszystko (jakże poetycko), dosłownie. Olewam szkołę, nie przejmuję się konsekwencjami moich działań. Jakby puściły mi wszystkie hamulce. Nie podoba mi się to, ale wolę takie życie niż życie z Aną.
Wczoraj I. dała mi numer telefonu do poradni psychologicznej, ale nie ma takiej opcji żebym tam zadzwoniła. Ale zdziwiłam się, że się aż tak przejęła. Większośc ludzi ma na mnie wylane.
Dzisiaj w końcu obejrzałam 'Avengers', ale picie w kinie to nie był dobry pomysł, bo w sumie nie pamiętam za wiele z filmu.
Boże, stałam się taka jak osoby, którymi zawsze gardziłam.
Nie ogarniam siebie.
Tagi:
...
17.05.2012 o godz. 22:36
kocham to, kocham to, kocham to, no kocham tą piosenkę. :)
dzisiaj na próbie do poloneza zdałam sobie sprawę, że to już koniec. Koniec gimnazjum. Koniec tych pięknych lekcji, które przez trzy lata przysparzały nam tyle śmiechu, akcji z nauczycielami. Cieszę się i nie cieszę, że wychodzę z tej szkoły. No bo kurde, będę tęsknić za nimi wszystkimi, zwłaszcza że z większością nie będę się widzieć, nasze drogi się rozejdą i tyle. Ale mam już dosyć patrzenia na niektóre twarze, na to, jak zachowują się młodsze dziewczyny, nie robię z siebie tutaj starszej i dojrzalszej, też kiedyś byłam w tym wieku. Ale bez przesady, jak można robić z siebie taką tapeciarę, latać za tymi chłopakami, no tragedia! Panie Boże proszę o to, abym ja nigdy w życiu się tak nie stoczyła! No i co przede mną? Liceum. Trochę się boję, bo jestem tak strasznie leniwa, a nauki będzie coraz więcej. Ale kiedyś trzeba będzie spiąć poślady i przysiąść do książek. Kiedyś.. Ostatnio mój humor był zmienny, baaardzo zmienny, w dzień uśmiechnięta, ale wieczorem łapałam doła, bo uświadomiłam sobie, że od siedmiu lat nie ma kogoś, kto zapewne teraz byłby mi bardzo bliski. Tęsknie, wujku, już we wtorek siedem lat.. Niestety na takie rzeczy, my ludzie, wpływu nie mamy, tak musiało być. i tyle.
ale na szczęście jest już lepiej, lubię się uśmiechać do W., bo ona się uśmiecha, bo jest szczęśliwa. Przecież to takie normalne, że siedzimy i się do siebie szczerzymy. No na prawdę. Właśnie leci deep in love a ja mam ochotę wstać i tańczyć. I właśnie przypomniała mi się Szklarska, chcę tam wrócić! Teraz, zaraz, już! WULKANIE, tęsknimy!
a teraz siadam do wiersza, pouczę się trochę, ogarnę syf w pokoju i.. polenię się. jak zwykle :)
Tagi:
zwykle
16.05.2012 o godz. 18:44
Mamo jeść! Zjem wszystko co jest do zjedzenia. Mleczko jest zdrowe. Później się zdrzemnę.
15.05.2012 o godz. 23:26
Kolejne chwile w swoim towarzystwie, pozostawiają we mnie odgniecenia i nierówności. Widzę jak twarz nie płonie już żadnym z kolorów, a zionie tylko delikatną bielą sufitu. Może to od wpatrywania się uporczywego na lot zakończony tuż przy krawędzi żyrandola.
Światło zresztą nie pali się już we mnie, przyzwyczajam powieki do mroku, gaszę powoli wzloty słoneczne i wracam do dawnych upodobań.
Ćwiczę siłę zaciśniętych nadgarstków, żeby w momencie gdy nadejdzie potrzeba, pomogły mi się samej jakoś dźwignąć, przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Notorycznie i systematycznie podsuszam nadzieje na "współtrwanie", żeby nie pogłębiała przepaści w jaką przychodzi mi patrzeć każdego poranka podczas czynności składania myśli pierwszych w składną kosteczkę. Tłumaczę bliskich logicznymi wywodami nieobecności, zatracenia, zapomnienia. Uczę się oddychać bez spalania, żeby nie zależeć.
Dom mój stał się zapakowanym w kuszący papierek lukrecjowym cukierkiem, na który leci ślinka dopóki go nie odpakujesz.
Jednak nie wygłaszam światu kazań, nie prawie morałów, bo jak ktoś taki jak jak ja, skulony gdzieś pod podeszwą rzeczy małych, mógłby porwać się na taką indywidualność. Próbuję dawać radę, uśmiechać się, pisać i być... próbuje tak jakoś.
Światło zresztą nie pali się już we mnie, przyzwyczajam powieki do mroku, gaszę powoli wzloty słoneczne i wracam do dawnych upodobań.
Ćwiczę siłę zaciśniętych nadgarstków, żeby w momencie gdy nadejdzie potrzeba, pomogły mi się samej jakoś dźwignąć, przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Notorycznie i systematycznie podsuszam nadzieje na "współtrwanie", żeby nie pogłębiała przepaści w jaką przychodzi mi patrzeć każdego poranka podczas czynności składania myśli pierwszych w składną kosteczkę. Tłumaczę bliskich logicznymi wywodami nieobecności, zatracenia, zapomnienia. Uczę się oddychać bez spalania, żeby nie zależeć.
Dom mój stał się zapakowanym w kuszący papierek lukrecjowym cukierkiem, na który leci ślinka dopóki go nie odpakujesz.
Jednak nie wygłaszam światu kazań, nie prawie morałów, bo jak ktoś taki jak jak ja, skulony gdzieś pod podeszwą rzeczy małych, mógłby porwać się na taką indywidualność. Próbuję dawać radę, uśmiechać się, pisać i być... próbuje tak jakoś.
Tagi:
bibrzenie...
15.05.2012 o godz. 22:35
Mimo że praktycznie nic się nie zaczęło, tak bardzo boli mnie ten koniec...
Cholernie tego chcę, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć. Zaczynam czuć do Ciebie obrzydzenie, bo zamieniam się w tą żałosną część Ciebie, która zawsze budziła we mnie współczucie.
Mimo wszystko chcę byś spróbował wszystko naprawić, tak jak wtedy mówiłeś... Znów rzuciłeś słowa na wiatr?
Potrzebuję Cię, daj mi się łudzić. Tęsknię...
Cholernie tego chcę, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć. Zaczynam czuć do Ciebie obrzydzenie, bo zamieniam się w tą żałosną część Ciebie, która zawsze budziła we mnie współczucie.
Mimo wszystko chcę byś spróbował wszystko naprawić, tak jak wtedy mówiłeś... Znów rzuciłeś słowa na wiatr?
Potrzebuję Cię, daj mi się łudzić. Tęsknię...
Tagi:
Ty
15.05.2012 o godz. 20:28
Słucham sobie utworu "Dzikie serce" zespołu Maleo Reggae Rockers. Szczerze mówiąc to smutno mi się zrobiło, czuje się jakby śpiewali o moim życiu. Nie wiem jak to jest, ale trafiasz na coś przypadkiem, spotykasz kogoś i nagle czujesz coś takiego, że nie jesteś jednak taki sam. Może kiedyś powiem, że jest dobrze i nie ma się już o co martwić.
TEKST PIOSENKI
Tagi:
myśli
refleksje melancholia
14.05.2012 o godz. 17:10
Hi. My name is potato
Tak się właśnie dziś czułam na kole z angielskiego. Ostatni sprawdzian w tym semestrze. Ostatnia szansa na zaliczenie angielskiego (dupa! jeszcze poprawa), a ja wczoraj zamiast się uczyć to siedziałam na jakimś forum i rozpływałam nad Grellem i Zero z VK. WTF?!
I tym razem nie będzie, że pierdolę, że nie umiem, a potem dostaję 3, bo ja tam NIC NIE NAPISAŁAM. WTF?!x2
Dobra, ogarniam się! Byle do środy, a potem weekend. Miło być studentem UMW. Tyle wolnego, tyle dobra. *_*
Kurwa, znów mi się wszystko sypie! Babcia równo rok temu zmarła (1 sumie 16.05 będzie rocznica, ale kurwa, już mi się udziela ;<), Jadźka (czyli moja druga babcia, ta z którą obecnie mieszkam) jest chora i nie może się z łóżka nawet ruszyć, a dziadek w piątek wyszedł ze szpitala i dziś prawdopodobnie tam wróci, bo mu się pogorszyło. Dzięki Boże, w chuj jesteś zajebisty. Pierdol się dziadu, nie będzie modlitw. -,-'
Depresja- ON.
Tak się właśnie dziś czułam na kole z angielskiego. Ostatni sprawdzian w tym semestrze. Ostatnia szansa na zaliczenie angielskiego (dupa! jeszcze poprawa), a ja wczoraj zamiast się uczyć to siedziałam na jakimś forum i rozpływałam nad Grellem i Zero z VK. WTF?!
I tym razem nie będzie, że pierdolę, że nie umiem, a potem dostaję 3, bo ja tam NIC NIE NAPISAŁAM. WTF?!x2
Dobra, ogarniam się! Byle do środy, a potem weekend. Miło być studentem UMW. Tyle wolnego, tyle dobra. *_*
Kurwa, znów mi się wszystko sypie! Babcia równo rok temu zmarła (1 sumie 16.05 będzie rocznica, ale kurwa, już mi się udziela ;<), Jadźka (czyli moja druga babcia, ta z którą obecnie mieszkam) jest chora i nie może się z łóżka nawet ruszyć, a dziadek w piątek wyszedł ze szpitala i dziś prawdopodobnie tam wróci, bo mu się pogorszyło. Dzięki Boże, w chuj jesteś zajebisty. Pierdol się dziadu, nie będzie modlitw. -,-'
Depresja- ON.
Tagi:
rghj
14.05.2012 o godz. 11:39
wcale nie dziwne, że straciłam kontakt z emocjami.
walczę.
nie mogę tak po prostu siąść i płakać.
albo się bać..
bo jak zacznę, to ciężko mi będzie przestać.
to wszystko coraz bardziej przypomina marną imaginację życia.
durna makieta.
nie tak miało być.
walczę.
nie mogę tak po prostu siąść i płakać.
albo się bać..
bo jak zacznę, to ciężko mi będzie przestać.
to wszystko coraz bardziej przypomina marną imaginację życia.
durna makieta.
nie tak miało być.
Tagi:
...
13.05.2012 o godz. 21:17
Robię wszystko, żeby tylko się nie uczyć na chemię i nie czytać "Lalki". Ostatnio strasznie zawalam szkołę (co dla mnie oznacza, że mam czwóry i tróje - wiem, jestem strasznym kujonem), ale jestem zbyt leniwa żeby porządnie się za coś wziąć.
Jutro na nowo zacznie się liczenie. Nie chcę tego, ale muszę coś ze sobą zrobić, bo dosłownie umieram za każdym razem, kiedy patrzę w lustro.
Jedyną pociechą są moje nowe obsesje: Tumblr, Loki, Tom Hiddleston i David Tennant. Siedzę więc sobie na Tumblerze, marnuję czas i po raz kolejny zastanawiam się, co ja do cholery wyprawiam ze swoim życiem? Nie tak to miało wyglądać. Nie miałam palić, nie miałam się ciąć, nie miałam zamykać się w sobie, nie miałam urywać się z lekcji na piwo.
Miałam być idealna. A mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym dalej jestem od mojego celu. Pewnie powinnam dać sobie spokój z tym wszystkim i zamiast to jeszcze pogarszać, starać się z tym walczyć. Ale co mi zostanie bez tego? Wtedy moje życie już w ogóle nie miałoby sensu.
Siedzę więc sobie, robię ściągi na chemie (kocham ten przedmiot, ale po co się uczyć, skoro można ściągać?), myślę na jakie kolory pomalować sobie paznokcie i czy ktoś pojechałby ze mną na 'Avengers'. Mam dwa darmowe bilety i nikogo kto by ze mną jechał. W ostateczności pojadę sama, bo MUSZĘ zobaczyc ten film i Lokiego <3
Jutro na nowo zacznie się liczenie. Nie chcę tego, ale muszę coś ze sobą zrobić, bo dosłownie umieram za każdym razem, kiedy patrzę w lustro.
Jedyną pociechą są moje nowe obsesje: Tumblr, Loki, Tom Hiddleston i David Tennant. Siedzę więc sobie na Tumblerze, marnuję czas i po raz kolejny zastanawiam się, co ja do cholery wyprawiam ze swoim życiem? Nie tak to miało wyglądać. Nie miałam palić, nie miałam się ciąć, nie miałam zamykać się w sobie, nie miałam urywać się z lekcji na piwo.
Miałam być idealna. A mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym dalej jestem od mojego celu. Pewnie powinnam dać sobie spokój z tym wszystkim i zamiast to jeszcze pogarszać, starać się z tym walczyć. Ale co mi zostanie bez tego? Wtedy moje życie już w ogóle nie miałoby sensu.
Siedzę więc sobie, robię ściągi na chemie (kocham ten przedmiot, ale po co się uczyć, skoro można ściągać?), myślę na jakie kolory pomalować sobie paznokcie i czy ktoś pojechałby ze mną na 'Avengers'. Mam dwa darmowe bilety i nikogo kto by ze mną jechał. W ostateczności pojadę sama, bo MUSZĘ zobaczyc ten film i Lokiego <3
Tagi:
:)
13.05.2012 o godz. 19:25
Zepsuł mi się komputer. Kurwa. No kurwa, noo! A Diablo to co? Na Pegazusie chyba sobie odpalę -,-'
Sąsiad miał mi Windowsa skołować, więc w oczekiwaniu się nudziłam (no bo sorry, niby 3 komputery w domu, ale stacjonarny czeka na Widowsa, mój laptop jest emo, a mamy laptop to jakaś komputerowa pomyłka). Z nudów posprzątałam kuchnie. Ale tak posprzątałam- posprzątałam.
Mama: Umyj naczynia.
Ja: Umyte.
M: Pochowaj je do szafki.
J: Pochowane.
M: Podłogę zamieć.
J:Zamieciona. Nie masz się do czego przyczepić.
<Mama odchodzi zrezygnowana>
WTF?!
Nienawidzę burz. Jak na złość burze są zawsze kiedy jestem na wsi. Czyli istnieje 145% szansy na to, że odłączą prąd. A najpewniej to będzie noc, więc człowiek musi koczować, aż ten pieprzony prąd włączą. Przy świeczkach. Z książką. Ledwie mogąc coś rozczytać. W dodatku siostra pojechała do chłopaka, więc zostałam sama w pokoju.
Nie lubię mojego pokoju. Od śmierci babci boję się tam spać. Zawsze musi być lampka włączona. Kiedyś z siostrą przeprowadziłyśmy eksperyment. Ona wyłączyła lampkę, kiedy ja już leżałam (musiała ona, bo mamy łóżko piętrowe, a ja zajmuję pięterko- epic win!) Nawet dwóch minut nie wytrzymałam po ciemku. Od razy zaczęłam się dusić i wpadłam w histerię.
Ech... Biednemu to zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.
Sąsiad miał mi Windowsa skołować, więc w oczekiwaniu się nudziłam (no bo sorry, niby 3 komputery w domu, ale stacjonarny czeka na Widowsa, mój laptop jest emo, a mamy laptop to jakaś komputerowa pomyłka). Z nudów posprzątałam kuchnie. Ale tak posprzątałam- posprzątałam.
Mama: Umyj naczynia.
Ja: Umyte.
M: Pochowaj je do szafki.
J: Pochowane.
M: Podłogę zamieć.
J:Zamieciona. Nie masz się do czego przyczepić.
<Mama odchodzi zrezygnowana>
WTF?!
Nienawidzę burz. Jak na złość burze są zawsze kiedy jestem na wsi. Czyli istnieje 145% szansy na to, że odłączą prąd. A najpewniej to będzie noc, więc człowiek musi koczować, aż ten pieprzony prąd włączą. Przy świeczkach. Z książką. Ledwie mogąc coś rozczytać. W dodatku siostra pojechała do chłopaka, więc zostałam sama w pokoju.
Nie lubię mojego pokoju. Od śmierci babci boję się tam spać. Zawsze musi być lampka włączona. Kiedyś z siostrą przeprowadziłyśmy eksperyment. Ona wyłączyła lampkę, kiedy ja już leżałam (musiała ona, bo mamy łóżko piętrowe, a ja zajmuję pięterko- epic win!) Nawet dwóch minut nie wytrzymałam po ciemku. Od razy zaczęłam się dusić i wpadłam w histerię.
Ech... Biednemu to zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.
12.05.2012 o godz. 00:47






